Makaron chow mein z miso i pieczarkami

Makaron chow mein z miso i pieczarkami

Makaron chow mein z miso i pieczarkami

Składniki na dwie niewielkie porcje:
100 g makaronu chow mein, jeśli chcesz większe porcje, to weź 200 g
2 łyżeczki pasty miso
2 łyżeczki teriyaki
2 łyżeczki sosu grzybowo sojowego
2 łyżeczki oleju sezamowego
ząbek czosnku
6 sporych pieczarek
łyżeczka nasion białego sezamu
kilka łodyżek szczypiorku, może być z dymką

Przygotowanie:
Rozgrzej suchą patelnię, wrzuć sezam i przesmażaj często ruszając patelnię, aż sezam zacznie lekko brązowieć.
Piekarnik nastaw na 180 stopni z termoobiegiem lub na 200 stopni bez termoobiegu.
Do miseczki włóż pastę miso, sos sojowo grzybowy, teriyaki. łyżeczkę oleju sezamowego.
Ząbek czosnku obierz, przeciśnij przez praskę i dodaj do miski.
Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj.
Pieczarki obierz i usuń nóżki.
Blaszkę wyłóż folią spożywczą, ułóż pieczarki i zgnieć folię dookoła w taki sposób by stworzyć coś na wzór miseczki.
Wysmaruj  dokładnie pieczarki przygotowaną pastą z miso.
Zbierz brzegi folii i zwiń w sakiewki.
Ja dawałam po dwie pieczarki do sakiewki.
Włóż do nagrzanego piekarnika na 1/2 godziny.
Makaron przygotuj zgodnie z opisem na opakowaniu.
Odcedź na sicie lub durszlaku.
Na woku lub patelni rozgrzej pozostały olej sezamowy wrzuć makaron.
Wymieszaj z olejem i gorący nakładaj na talerze.
Na makronie układaj pieczarki i polej sosem, który pozostał w sakiewkach.
Na talerzu posyp prażonym sezamem oraz pokrojoną ukośnie dymką ze szczypiorem. Smacznego :).

Makaron chow mein z miso
Makaron chow mein z miso

miso

Danie dla tych, którzy lubią smaki Azji, my bez wątpienia do nich się zaliczamy. Świetna kompozycja smakowa dzięki połączeniu miso z olejem sezamowym. Danie to nie jest naszym autorskim. Przepis wypatrzyłam w jakiejś gazecie, a jako że wszystkie przyprawy mamy obecnie w domu, więc postanowiłam zrobić, zwłaszcza że Zbyszek bardzo polubił dania z dodatkiem miso, mnie też bardzo odpowiada ten smak. No i poznaliśmy kolejne połączenie azjatyckich przypraw, a zatem kolejne doświadczenie kulinarne jest za nami. A przecież o to chodzi, by się uczyć i poznawać :). 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *